Abonament dla nieoglądających

9 maj 2008 by kurp

Po burzliwej debacie Sejm przyjął nowelizację ustawy o abonamencie radiowo-telewizyjnym. Nie będą go musieli opłacać emeryci i trwale niezdolni do pracy renciści, a także - dzięki poprawce Lewicy - bezrobotni, uprawnieni do świadczeń socjalnych i przedemerytalnych.
[cyt. za "Rzeczpospolita" o9/o5/2oo8]

Innymi słowy - z abonamentu zwolniono tych, którzy mają najwięcej czasu na oglądanie telewizji, a finansować państwowe media będą Ci, którzy nie mają czasu ich oglądać. Logika poselska.

Podatek pseudoliniowy

8 maj 2008 by kurp

Trwają ponoć prace nad wprowadzeniem podatku liniowego. W dyskusji nad nim posłowie tradycyjnie się kompromitują…

Przeczytaj resztę tego wpisu »

Polacy mają prawo do posiadania broni

7 maj 2008 by kurp

Polacy mają prawo do posiadania broni - twierdzi w dzisiejszej “Rzeczpospolitej” Włodzimierz Chróścik. I konia z rzędem temu, kto zdoła obalić jego miażdżącą argumentację.

Dlatego amerykańscy policjanci w większości są zwolennikami szerokiego dostępu praworządnych obywateli do broni. W USA w dziewięciu przypadkach na dziesięć samo wydobycie broni przez niedoszłą ofiarę zapobiega przestępstwu.
Warto wspomnieć, że mimo usilnych starań przeciwnicy dostępu obywateli do broni nigdy nie obalili tych danych, a wszystkie ich argumenty opierają się na twierdzeniach ignorujących statystykę. Dotyczy to także tezy rodzimych oponentów, wedle której światowe prawidłowości nie potwierdzą się nad Wisłą, bo Polacy są głupsi, bardziej niż inne nacje agresywni i nieodpowiedzialni.

Całość - tutaj.

Unia kontra oscypki

2 maj 2008 by kurp

Unia Europejska wyświadczyła góralom niedźwiedzią przysługę. Wydumała tak troskliwe przepisy chroniące podhalańskie wyroby, że tylko patrzeć, jak tradycyjny oscypek odejdzie w zapomnienie.

Polska Agencja Prasowa doniosła, że na całym Podhalu tylko jeden baca produkuje legalne oscypki. On jeden ukończył biurokratyczny maraton i zdobył unijny certyfikat, pozwalający mu na produkcję podhalańskiego sera. Cała reszta poległa lub ciągle grzęźnie wśród skomplikowanych, absurdalnych przepisów. Żeby mieć z czego żyć, sprzedają “uscypki”, “scypki”, “gołki” i “kozie” - sery o nieco innych kształtach i wadze, a identycznym smaku. Bogu dziękować, że polska fantazja w niczym nie ustępuje legislacyjnym wymysłom Unii Europejskiej! Dzięki niej górale chronią się przed drakońskimi karami (nawet 50 tysięcy złotych grzywny!), jakie grożą za sprzedaż oscypka niepobłogosławionego przez Unię.

Przeczytaj resztę tego wpisu »

Cejrowski o demokracji

2 maj 2008 by kurp

Jeśli komuś na deszczowej majówce brakuje obrazków z Sejmu - pożal się, Boże - Rzeczypospolitej, to polecam kazanie sejmowe Wojciecha Cejrowskiego. Widać, że na Wiejskiej mówiących do rzeczy można spotkać głównie pod nieobecność poselskiej tłuszczy…

Rachunek za światła

27 kwiecień 2008 by kurp

Minął rok, od kiedy władza nakazała polskim kierowcom jazdę z włączonymi światłami mijania, bez względu na porę dnia i roku. Przyszła pora, by wystawić rachunek zwolennikom ustawowego przymusu.

Jak podaje “Rzeczpospolita”, dzięki jeździe “na światłach” zużyliśmy o 60% żarówek więcej, dopłaciliśmy za paliwo ponad 2 miliardy złotych i wyemitowaliśmy do atmosfery pół miliona ton dwutlenku węgla! Do tego doszły jeszcze słone mandaty dla opornych i koszty reanimacji akumulatorów, które łatwo rozładować, gdy zapomni się o wyłączeniu świateł niewidocznych w pełnym słońcu. Mimo tego tytanicznego wysiłku całego narodu i szczytnych zamierzeń ustawodawcy liczba wypadków wzrosła, choć między rokiem 2005 a 2006 - jeszcze przed wprowadzeniem idiotycznego nakazu - spadała, pomimo wzrastającej liczby pojazdów!

W Polsce nie działa (jeszcze?) Ministerstwo Prawdy, które wymazywałoby z przeszłości niewygodne fakty, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by zerknąć na wydarzenia minionego roku. A są naprawdę ciekawe! Po pierwsze - za reformą lobbowała Koalicja na rzecz jazdy na światłach przez cały rok, zrzeszająca ponad 40 różnego rodzaju instytucji (wśród nich - co za niespodzianka - również producenci żarówek i dystrybutorzy paliw!). Po drugie - za wprowadzeniem przymusu argumentowano, powołując się na bzdurne, jak się okazuje, badania. Instytut Transportu Samochodowego obiecywał spadek liczby zabitych w wypadkach o 20%, a Komisja Europejska zapowiadała spadek liczby wypadków, w zależności od typu, od 5% do nawet 32%. Jako przykłady krajów, w których auta jeżdżą z włączonymi non stop światłami, przedstawiano Danię, Norwegię, Szwecję, Islandię i Kanadę. Nikomu nie dało do myślenia położenie tych państw, dziwnym trafem dość wyraźnie wysuniętych na północ (kopiowanie tamtejszych rozwiązań prawnych, to prawie jak przymusowe ubieranie Egipcjan w eskimoskie futra!). Po trzecie - za nakazem głosowało 279 posłów, a przeciw - 137. Z tym jednym, ważnym zastrzeżeniem, że 81% głosów “przeciw” głupiemu przepisowi było głosami posłów rządzącego wówczas PiS, a nakaz wszedł w życie dzięki gremialnemu poparciu sejmowej lewicy i stu jedenastu posłów rzekomo liberalnej Platformy Obywatelskiej.

Po roku jazdy “na światłach” bilans jest prosty - na drogach przybyło wypadków, nam ubyło pieniędzy, a zarobiły stacje paliw, producenci żarówek i Skarb Państwa. Naukowe badania okazały się funta kłaków warte, a propagandowa kampania na rzecz bezpieczeństwa - więcej przyniosła szkody niż pożytku. Austriacy, którzy też dali się zwariować, już poszli po rozum go głowy i od pierwszego stycznia znów używają świateł zgodnie z ich przeznaczeniem - czyli wtedy, gdy widoczność jest kiepska. A Polak? Od pięciu wieków to samo - Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

Liberalizm ante portas

26 kwiecień 2008 by kurp

Jan Fijor nigdy nie grzeszył łagodnym piórem, ale ostatnie “liberalne” szaleństwa Platformy sprawiły chyba, że kompletnie puściły mu nerwy. Efektem - fenomenalny, doskonale uargumentowany i pełen złośliwej ironii artykuł pod wiele mówiącym tytułem Liberalizm ante portas. Jeśli nie można liczyć na rozsądek władzy, to zawsze warto przynajmniej się z niej pośmiać. Gorąco polecam!

Ogon zamerdał psem

18 kwiecień 2008 by kurp

Platforma ogłosiła, że odpuszcza sobie jedno ze swoich sztandarowych haseł wyborczych i nie zamierza forsować jednomandatowych okręgów wyborczych. I ta decyzja jest - paradoksalnie - najlepszym dowodem na to, jak bardzo Polska potrzebuje takiej reformy!

Nie jestem entuzjastą demokracji jako takiej i szczerze wątpię, by ordynacja większościowa fundamentalnie podniosła jakość życia politycznego w naszym kraju. Tam, gdzie za sprawy państwa odpowiada kilkuset rozwrzeszczanych wybrańców ludu, nie może dziać się dobrze. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że mechanizm wyboru posłów jest ważny, a demokracja może być zła lub gorsza.

Ordynacja większościowa ma tę ważną zaletę, że wprowadza do polityki demokratycznej odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Po pierwsze: wyborcy głosujący w JOW-ach, wybierają konkretne osoby, więc politycznym miernotom trudniej skryć się za partyjnym szyldem. Po drugie: ordynacja większościowa sprzyja kreowaniu systemu dwupartyjnego, w którym zwycięska partia może samodzielnie rządzić i tym samym ponosić całościową odpowiedzialność za stan państwa.

Obecny Sejm wybrany został w fatalnej ordynacji proporcjonalnej. Skutki najlepiej widać w koalicji PO z PSL-em, czyli politycznym romansie wody z ogniem. Dla dobra tegoż romansu 209 posłów Platfomy zrezygnowało z realizacji obietnic, które w ubiegłym roku składali wyborcom. Wszystko dla garstki 31 ludowców, którzy - ani chybi - wystraszyli się o swoje stołki i postanowili JOW-y zawetować.

Patrząc na pospieszne zwijanie wyborczych sztandarów, polski wyborca mógł podziwiać rzadki polityczny fenomen - ogon merdający psem. Kto ów fenomen przegapił, nie ma powodów do zmartwień - ordynacja proporcjonalna przetrwała, więc mamy gwarancję, że w polskiej demokracji nie raz jeszcze będziemy świadkami rzeczy, o których nie śniło się filozofom.

GIP zgłupiał

16 marzec 2008 by kurp

Główny Inspektor Pracy, w gorliwości swojej, zgłupiał do szczętu. Rzeczywistość pomieszała mu się z fikcją i poderwał się do walki, gdy spostrzegł na ekranie telewizora reklamę Winiary, a w niej dwóch inżynierów w żółtych kaskach, którzy - olaboga! - bez asekuracji jedzą rosołek na wysokim rusztowaniu. “To propagowanie niewłaściwych i niebezpiecznych zachowań. Bohaterowie reklamy powinni być wyposażeni w szelki bezpieczeństwa i liny, bo tego wymagają przepisy BHP dotyczące pracy na wysokościach” zagrzmiał GIP i zaskarżył spot reklamowy do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji domagając się jego wycofania.

Jestem przekonany, że najbliższe dni mogą być dla Inspektora bardzo bolesne. Jeśli natychmiast nie wyłączy telewizora, zorientuje się niechybnie, że praktycznie nie ma programów, w których szanowano by przepisy BHP! Czy pamiętacie Państwo wyczyny Indiany Jonesa? Czy widzieliście Państwo, aby Spiderman i Batman używali regulaminowych żółtych kasków? Kto właściwie dopuścił na ekrany telewizorów gorszące filmy “Kevin sam w domu” i “Brzdąc w opałach”? A czy dobrze mi się wydaje, że Harry Potter lata na miotle nie zapinając pasów, a Gumisie “harcują, po lesie szarżują” - bez żadnej asekuracji?! (nawiasem - czy sanepid przebadał aby sok z gumijagód?)

Jako że nie podejrzewam Głównego Inspektora Pracy o oglądanie telewizji w godzinach pracy, pewne jest, że inkryminowaną reklamę wypatrzył będąc w domu, gdy, wyczerpany walką o nasze zdrowie i bezpieczeństwo, rozsiadł się w fotelu przed telewizorem. To z kolei oznacza, że Inspektor nie przestaje myśleć o pracy po siedemnastej; wręcz przeciwnie - nawet krótkie przerwy reklamowe poświęca myśleniu o BHP. To zaś jest zjawiskiem bardzo niebezpiecznym i może dowodzić, że dłuższy kontakt z przepisami BHP niekorzystnie odbija się na umyśle. I tak oto stwierdzam niniejszym, że przepisy BHP są niezgodne z przepisami BHP, wszak jednemu już od nich odbiło - zlikwidujmy je, zanim zgłupiejemy wszyscy!

To nie jest kraj dla liberałów

8 marzec 2008 by kurp

W “Rzeczpospolitej” - interesujący artykuł Rafała Ziemkiewicza…

Procedury niezbędne do założenia firmy wymagają kilku tygodni i zgody kilkunastu organów, a potem może do niej w każdej chwili bez żadnego nakazu czy uzasadnienia wejść któraś z ponad 40 instytucji kontrolnych i sparaliżować jej działanie na czas dowolnie długi; nie wspominając już o dziewięciu służbach specjalnych wyposażonych w prawo stosowania przemocy, rewizji i podsłuchów. Długo by wyliczać; doprawdy nazywanie tego koszmarnego biurotworu państwem liberalnym zakrawa na ponury żart.

A potem - ciekawa próba redefiniowania pojęć liberalizm i neoliberalizm i co nieco o osobliwościach polskiej transformacji. Wszystko w drodze do tytułowej konkluzji, że “To nie jest kraj dla liberałów”…