W Pakistanie odbyły się dziś wybory. Media tradycyjnie biadolą nad nie dość demokratycznymi standardami i nie dość demokratyczną postawą prezydenta (a w zasadzie dyktatora) Perveza Musharrafa. Mimo tysięcy obserwatorów i oznaczania kart odciskami palców, wszyscy podejrzewają władze o szwindel. Być może słusznie – nie w tym jednak tkwi sedno problemu.
W tych narzekaniach mało kto bowiem pamięta, że Musharraf jest od lat gwarantem rozsądnej polityki państwa, które dysponuje arsenałem nuklearnym, a jednocześnie co i raz boryka się z szaleństwami islamskiego radykalizmu. Gdyby w Pakistanie przeprowadzono prawdziwie wolne wybory (broń nas chrześcijański Panie Boże!), to ani chybi wygraliby je (za którymś razem, z pewnością) muzułmańscy fundamentaliści. A od tego już tylko krok, by pakistańskie bomby atomowe posłużyły za narzędzie dżihadu.
Przypuszczam, że dobroduszny i prodemokratyczny zachodni dziennikarz poszedłby wtedy po rozum do głowy. Naturalnie pod warunkiem, że miałby jeszcze tę głowę na karku.
28 luty 2008 o 2:55 pm
krótko zwięźle i logicznie. ale może dobrze by było aby tam pojawiła się prawdziwa demokracja.
troche zadymy zwykle odświeża umysły na świecie