Prywatyzacja po polsku
Pani minister Ewa Kopacz udzieliła wywiadu, który wywołał burzę. Stwierdziła, że Polsce potrzebna jest prywatyzacja szpitali, a o przetrwaniu bądź bankructwie konkretnych placówek powinni decydować pacjenci. Pani Kopacz nie odkryła Ameryki. Powiedziała rzecz oczywistą dla każdego człowieka, który ma choćby mgliste pojęcie o funkcjonowaniu państwa i gospodarki. Sęk w tym, że powiedziała to w samym sercu domu wariatów, a do tego trzeba nie lada odwagi. I tu należy się jej uznanie.
Natomiast z łatwością potrafię sobie wyobrazić, jak ta prywatyzacja wyglądałaby, gdyby w ogóle weszła w życie. To trochę jak z ciasteczkiem. Najpierw jest po prostu ciasteczko. Potem ciasteczko przechodzi kolejno przez trzewia demokratycznego prawodawstwa - komisje, podkomisje, sejm, senat, prezydenta i ministerstwo. Co powstaje na końcu każdych trzewi - wiadomo.
Prywatyzacja może więc i będzie. Z tym, że - jak znam Rzeczpospolitą - szpitale sprzeda się po kryjomu i na podejrzanych zasadach; składki będą obowiązkowe i w wysokości wziętej z kosmosu; wszystkie pieniądze będą trafiały do ZUS-owskiego gara, z którego wedle własnego widzimisię państwo będzie je rozdzielać między prywatne placówki; przepisów, zakazów i nakazów będzie tyle, że żaden mechanizm rynkowy nie będzie miał prawa zadziałać. A za parę lat pojawią się pierwsze głosy, że do niczego ten kapitalizm i trzeba służbę zdrowia upaństwowić. Summa summarum normalności będziemy mieli akurat tyle, ile zostało z tego ciasteczka.
Tagi: Kopacz, prywatyzacja, reforma, szpitale, służba zdrowia
28 luty 2008 @ 7:40 pm
najlepiej to zamknąć te szpitale, zlikwidować składkę zwrócić pobraną i żeby każdy leczył się za swoje, a nie łożył na innych!
–
http://ktowchodzina.gazeta.pl/