Trwają ponoć prace nad wprowadzeniem podatku liniowego. W dyskusji nad nim posłowie tradycyjnie się kompromitują…
Tymczasem politycy opozycji przypominają, że od stycznia 2009 r. mają obowiązywać dwie stawki podatkowe 18 i 32 proc. z kwotą wolną na poziomie 556 zł i progiem sięgającym 85 tys. zł. Podkreślają, że niższą stawkę będzie płacić 97 proc. podatników, więc de facto w kraju będzie obowiązywać podatek liniowy.
[cyt. za "Rzeczpospolita" 7/5/2oo8]
Oczywiście – kompletna bzdura.
1. Czy jeśli odstrzelę 3% wygadujących bzdury posłów, zostawiając przecież przy życiu 97%, to de facto nikomu krzywdy nie zrobię?
2. W tej chwili stawkę wyższą niż 19% płaci raptem 5% obywateli, więc po co właściwie reforma – wedle poselskiej logiki de facto już obowiązuje podatek liniowy!
Otóż nie. A to dlatego, że:
3. Nawet, jeśli wyższą stawkę płaci 0,001% obywateli, to samo jej istnienie sprawia, że 100% obywateli musi się rozlczać z Fiskusem, co w przypadku podatku liniowego w ogóle nie jest konieczne.
4. Stawki 18 i 32% plus kwota wolna od podatku, to de facto 3 stawki podatkowe (0%, 18% i 32%), a nie podatek liniowy, który polega na tym, że stawka jest jedna.
Tagi: fiskus, podatek liniowy, podatki, posłowie, procent, stawki podatkowe
12 maj 2008 o 7:53 am
Nie całkiem tak. To, że “100% obywateli musi rozliczać się z Fiskusem” wynika nie z liniowości czy progresji podatku, ale z istnienia podatku dochodowego jako takiego.
Co więcej – zdjęcie z obywateli konieczności rozliczania się z Fiskusem będzie SZKODLIWE! – bo ludzie będą mieć jeszcze mniejszą świadomość tego, że w ogóle jakiś podatek płacą.
13 maj 2008 o 8:36 pm
Ad 1. Niekoniecznie. Rozliczenia są skutkiem różnych stawek i odliczeń. Przy jednej stawce bez ulg podatek może odprowadzić już pracodawca – po prostu odlicza stałe X%. Tyle że…
…ad 2. Rzeczywiście, zgadzam się w stu procentach. Powiem więcej – obowiązek osobistego przelewania żywej gotówki Fiskusowi mógłby mieć bardzo dobroczynny wpływ na stan świadomości podatkowej Polaków.